ZACZNIJMY OD KOŃCA, CZYLI MAKING OF BLOGA

Wiosną 2017 roku byłem już całkiem pewien, że w październiku zostanę studentem filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach. Po latach czytania i pisania różnych tekstów na temat audiowizualnej kultury i rozrywki (z których większość trafiła do „szuflady”), podjąłem decyzję o założeniu bloga, który mógłby być moją wizytówką w sieci, miejscem do publikacji moich tekstów i powolnego promowania swojego nazwiska w branży. Pomyślałem, że robiąc to na tak wczesnym etapie studiów, pewnie przegonię w tym moje koleżanki i moich kolegów. Pewnie by i tak było, gdyby nie fakt, że kiedy coś robię, to lubię się do tego przyłożyć. W ten sposób rozpocząłem proces, który okazał się być długi, męczący i kosztowny, a swój finał znalazł dopiero dziś, 15 sierpnia 2019 roku. W niniejszym wpisie inauguracyjnym postaram się nieco przybliżyć proces powstawania bloga.

SESJA PRZED PIERWSZĄ SESJĄ

Uznałem, że zanim bloga założę, postaram się o profesjonalne zdjęcia swojej osoby. Na udzielenie mi pomocy udało się namówić fotografkę, która była moim pierwszym wyborem, Sylwię Łęcką. Tą wspaniałą artystkę poznałem wiele lat temu i całe szczęście, bo sesja zdjęciowa wykonana przez kogoś, kto wielokrotnie publikował zdjęcia w prasie (w tym między innymi w tak legendarnym piśmie jak „Playboy”), była swego rodzaju zaszczytem. Dodam jeszcze, że w drobnych poprawkach przed korektą cyfrową, pomogła rewelacyjna makijażystka, którą znam chyba równie długo co Sylwię, ale którą dodatkowo gdzieś między pierwszym spotkaniem, a tą sesją, namówiłem również, by została moją żoną. Taki poziom profesjonalizmu sprawił, że sesji nie zepsuła ani moja aparycja, ani brak doświadczenia w modelingu. Kilka efektów tej pracy możecie obejrzeć na stronie O sobie, nieco dłużej i kontakt. Mnie pozostaje natomiast dziękować i polecić Wam komercyjną współpracę zarówno z Anią, jak i z Sylwią.

PIERWSZA PRÓBA I NIEPOWODZENIE

Kolejnym krokiem było podjęcie decyzji o tym, jak będzie się blog nazywał i jak go stworzyć od strony, nazwijmy to, technicznej. Pierwszy zamysł był taki, aby blog miał możliwie neutralną nazwę związaną z jego tematyką. Taki wybór sprawiłby, że blog byłby „otwarty” dla ewentualnych współautorów i był czymś więcej niż tylko blogiem osobistym. Pozwolę sobie nie wymieniać tutaj nazw, nad którymi myślałem, a napiszę tylko, że dwie różne domeny zarejestrowałem idąc za tym pomysłem (pierwsza była darmowa przez jakiś czas, za drugą zapłaciłem niewielką kwotę). Drugą z tych domen zarejestrowałem przez komercyjną wersję WordPressa, którą uznałem za najlepszą metodę prowadzenia bloga ze względu na sporą prostotę obsługi, mnogość szablonów i domenę .blog, która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Wybrałem jeden z bezpłatnych szablonów, opublikowałem pierwszy wpis i… w zasadzie na tym skończyła się moja praca. Prosty, darmowy szablon nie pozwalał na zbyt wiele, nie miałem pomysłu na to jak graficznie można byłoby wzbogacić bloga, a ilość niezbędnej pracy okazała się zbyt duża w perspektywie codziennej pracy, studiowania i pozostałych zajęć. Po roku domena wygasła, a ja zdecydowałem o podjęciu próby jeszcze raz, po uprzednim doinwestowaniu w projekt.

DRUGA PRÓBA…

Od początku bieżącego roku powoli pracowałem nad blogiem. Zmieniłem koncept i postanowiłem, że będzie to blog osobisty, na którym będę publikował tylko ja, ewentualnie ktoś inny gościnnie. Zdecydowałem się też poprosić o pomoc w tworzeniu oprawy wizualnej kogoś, kto zna się na rzeczy, bo ja w tej kwestii posiadam jedynie podstawowe umiejętności. Znalezienie odpowiedniej osoby było poważnym wyzwaniem. Bardzo nie lubię szukać tego typu współpracy „w ciemno”, więc zacząłem wypytywać znajomych, ale chętnych nie znalazłem. Dopiero w czerwcu, użalając się nad moim losem kolejnej znajomej, Majce Jankowskiej, dowiedziałem się o kimś, kto miałby odpowiednie umiejętności i chciałby za odpowiednią opłatą pomóc mi z warstwą wizualną bloga. Majka poznała nas ze sobą i z drobnymi przerwami, pracowałem wraz z Bartkiem Żuberem (odnośnik do jego profilu na Instagramie znajdziecie również w lewym dolnym rogu) nad grafikami na bloga aż do dziesiątego dnia sierpnia, a efekty tej współpracy możecie zobaczyć dookoła. W tym miejscu czas na kolejną reklamę dwójki wspaniałych ludzi. Majka, specjalistka nie tylko od filmów, ale i prawa, zgodziła się pomóc mi w kwestii praw autorskich. Bartek natomiast jest bardzo zdolnym artystą, z którym współpraca była czystą przyjemnością – grafiki powstawały w terminie, a Bartek był bardzo otwarty na wszelkiego rodzaju sugestie i pomysły. Nie wiem czego więcej można oczekiwać od grafika. Również dziękuję i również polecam każdej zainteresowanej współpracą osobie.

…I (MAM NADZIEJĘ) SUKCES

Nie przeciągając już więcej, dodam jeszcze, że pewien etap, który znacznie się przeciągnął, udało mi się tym wpisem zamknąć. Ze swojej strony na pewno dołożę wszelkich starań, by nie powtórzyć porażki pierwszej próby. Mam jednak przeczucie, że tym razem będzie inaczej. Parafrazując klasyka – myślę, że to początek przepięknej przygody.

Fragment kadru z filmu „Casablanca” (1942), wszelkie prawa należą do Warner Bros., źródło: IMDb.

Krótko o sobie - prowadzę bloga o audiowizualnej kulturze i rozrywce, studiuję filmoznawstwo i wiedzę o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s