Fragment kadru z filmu "Sześcioraczki" (2019).

RECENZJA FILMU „SZEŚCIORACZKI” (2019)

Prawdopodobieństwo urodzenia się pięcioraczków szacowane jest na 0,0000024%. Ciąże z większą ilością dzieci są jeszcze rzadsze, czego najlepszym przykładem jest to, że pierwsze polskie sześcioraczki przyszły na świat niecałe trzy miesiące przed premierą „Sześcioraczków”. Patrząc na opis i „okładkę” nowego filmu Michaela Tiddesa nie spodziewałem się jednak zobaczyć w nim niczego unikatowego czy zjawiskowego.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Sześcioraczki” (2019), wszelkie prawa należą do Netflix.

Ciekawe liczby stoją również za wspomnianym reżyserem – w agregatorze Rotten Tomatoes jego najlepszy film do tej pory zdobył „okazałe” 10% pozytywnych recenzji, a jego ostatni, również wyprodukowany dla Netflixa Nago, zdobył okrągłe 0% pozytywnych recenzji. Większość filmów Tiddesa posiada jeszcze jeden wspólny mianownik w postaci Marlona Wayansa, który te wątpliwe dzieła sponsoruje. Tym razem ten ostatni postanowił zaszaleć przywołując na myśl popisy Eddiego Murphy’ego z lat dziewięćdziesiątych, z czego z uwagi na wykorzystanie tak zwanego fatsuitu, najbardziej pasuje porównanie do Grubego i chudszego (1996). Podobnie też do tego przeboju, mamy tutaj odrobinę efektów z komputera i sporo charakteryzacji. Wayans dwoi się i troi (a może nawet sześciorzy?), ale daleko mu do filmu z Murphym, a jeszcze dalej do jego sukcesu kasowego i Oscara.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Sześcioraczki” (2019), wszelkie prawa należą do Netflix.

Zarys fabularny Sześcioraczków po raz pierwszy został zapewne zapisany na samoprzylepnej karteczce, a później było już tylko gorzej. Protagonistą (granym przez Wayansa) jest nie znający swojej rodziny Alan, który niedługo ma zostać ojcem. Za namową partnerki, postanawia wyruszyć na poszukiwania swojej biologicznej matki. Szybko odkrywa, że jest jednym z tytułowych sześcioraczków, które postanawia odnaleźć. Każdego innego „raczka” również gra nikt inny jak Wayans, a więc mamy do czynienia z siedmioma rolami jednego aktora (siedmioma, bo pojawia się w filmie jeszcze jedna postać powołana do życia przez Wayansa). Zamieszania i przygód po drodze jest sporo. Jakości nie ma wcale.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Sześcioraczki” (2019), wszelkie prawa należą do Netflix.

Z wyjątkiem „normalnego” Alana, każdy członek jego rodziny jest niemiłosiernie przerysowany. Jest niewychodzący z domu grubas, rudy szpieg o jasnej karnacji, oszust ubierający się jak sutener sprzed pół wieku, olbrzymia „tancerkę egzotyczną” prosto z więzienia i chory na polio, dla którego nie ma nadziei (o czym film pamięta może przez pięć minut). Na próżno szukać w jakiejś próby wytłumaczenia co sprawiło, że sześć osób urodzonych z tej samej ciąży jest tak kompletnie innych. Z podobnym powodzeniem skończyłyby się poszukiwania autentycznie zabawnej sceny, czy nawet gagu. W filmie jest natomiast cała masa stereotypów, niesmacznych żartów, krzyczenia i robienia głupich min.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Sześcioraczki” (2019), wszelkie prawa należą do Netflix.

Sytuacji nie ratuje przyzwoity drugi plan z Breshą Webb, Glynnem Turmanem i Molly Shannon na czele, ani nawet fakt, że za zdjęcia odpowiada nominowany do Oscara operator. Mowa tutaj o Donie Burgessie, wielokrotnym współpracowniku Roberta Zemeckisa i Jamesa Wana, który nominowany był za Forresta Gumpa (1994), a oprócz tego pracował między innymi przy Kontakcie (1997), Cast Away: Poza światem (2000), Obecności 2 (2016) i Aquamanie (2018). Parafrazując klasyka, zdjęcia w filmie są podobne zupełnie do niczego i nie wiem jak można od Forresta przejść do Sześcioraczków, ale wielka szkoda, że tak znane nazwisko dopisuje do swojego życiorysu takie artystyczne dno. Może więc chociaż trochę sytuację ratuje gra aktorska Wayansa? Odniosłem wrażenie, że chyba tylko on bawił się przy tej produkcji dobrze i będzie chciał ją zapamiętać. Na pewno nie można odmówić mu chęci, wszak tego typu role do łatwych nie należą. Niestety trudno o dobry efekt końcowy gdy komediant jest nieśmieszny, scenariusz nieciekawy, a oprawa wizualna mało atrakcyjna. Przykre, bo Wayans talent komiczny zdecydowanie posiada i jeszcze bardziej zdecydowanie go marnuje.

Ikona oceny 1.

Krótko o sobie - prowadzę bloga o audiowizualnej kulturze i rozrywce, studiuję filmoznawstwo i wiedzę o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s