Fragment kadru z filmu "Atalanta" (1934).

RECENZJA FILMU „ATALANTA” (1934)

Jean Vigo zmarł w wieku 29 lat, czyli dokładnie w takim wieku, w jakim jestem spisując te słowa. Ten francuski reżyser zrealizował zaledwie cztery filmy, w tym tylko jeden pełnometrażowy. Ostatni z nich okazał się być ukoronowaniem jego kariery i gwoździem do trumny jednocześnie. 85 lat później postanowiłem sprawdzić dlaczego do dziś budzi zarówno kontrowersje, jak i wywołuje okrzyki zachwytu.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Atalanta” (1934), wszelkie prawa należą do Gaumont Film Company.

Vigo urodził się w 1905 roku, w Paryżu. Jego ojciec, Eugène Bonaventure Jean-Baptiste Vigo, był dziennikarzem, anarchistą, socjalistą i wielkim przeciwnikiem wojny. Zmarł w więzieniu, w wieku 34 lat, najprawdopodobniej zamordowany. Jean był wtedy tylko chłopcem i dla bezpieczeństwa został wysłany pod fałszywym nazwiskiem do szkoły z internatem. Do matki wrócił u progu dorosłości, a naukę kontynuował w liceum i następnie na studiach. W 1929 roku, Vigo ożenił się z poznaną kilka lat wcześniej córką łódzkiego przemysłowca, Elżbietą Łozińską, co ciekawe ciotką innego reżysera, Marcela Łozińskiego. Na tym polskie akcenty się nie kończą. Dzięki teściowi Vigo wszedł w posiadanie swojej pierwszej kamery i zaczął pracę nad swoim debiutem reżyserskim. W tamtym czasie poznał też urodzonego w Białymstoku operatora Borisa Kaufmana, brata Dzigi Vertova (urodzonego jako Dawid Abelowicz Kaufman) i Michaiła Kaufmana. Ci ostatni dwaj znani byli i są nadal przede wszystkim z Człowieka z kamerą (1929), który był bardzo innowacyjny wizualnie jak na tamte czasy. Tym też filmem zainspirował się Vigo tworząc swoje pierwsze dzieło, A propos Nicei (1930). Razem z Borisem udowodnili, że są twórcami wyjątkowymi również w kolejnych dwóch krótkich metrażach, przy czym dla Atalanty ważniejszy jest ten drugi w dorobku reżysera, Taris, roi de l’eau (1931). To właśnie na planie tego około dziesięciominutowego dokumentu o francuskim pływaku olimpijskim, Vigo i Kaufman opanowali ujęcia podwodne, które zostały wykorzystane w najpiękniejszej, moim zdaniem, scenie Atalanty.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Atalanta” (1934), wszelkie prawa należą do Gaumont Film Company.

Tytułowa „L’Atalante” to nazwa barki, na której swój „miesiąc miodowy” zamierza spędzić jej kapitan, Jean (Jean Dasté), wraz z dopiero co poślubioną Juliette (Dita Parlo). Oprócz małżonków załogę statku stanowią jeszcze Jules (Michel Simon) i jego młodziutki pomocnik (Louis Lefebvre). Statek ma za zadanie dostarczyć towar do Paryża. Świeżo upieczona żona fantazjuje zaś o wielkomiejskim życiu. Sama wychowywała się na wsi, więc z zainteresowaniem słucha starego Julesa i ogląda niesamowite pamiątki w jego kabinie (między innymi dłonie starego przyjaciela zakonserwowane w słoiku). Marynarz jest dla niej czymś egzotycznym, choć idealnie wpisuje się w archetyp wilka morskiego – przesądny, wytatuowany od stóp do głów, posiadający całe stado kotów pokładowych i jeszcze więcej historii do opowiedzenia. To zafascynowanie kończy się niestety szybko. Jean nie jest zadowolony z tego, że jego żona spędza czas w kajucie Julesa. Szybko wpada w szał i swoim ekscesem traumatyzuje Juliette. Po dotarciu do Paryża, para udaje się na tańce. Tam kobieta trafia na zalotnika i dobra zabawa jest po raz kolejny zakończona przez zazdrosnego męża. Finał złości Jeana przypada na odkrycie, że jego żona wymknęła się z barki, by pozwiedzać miasto. Wściekły kapitan postanawia odpłynąć bez niej i para zostaje rozdzielona. Uczucie kończy się w tym momencie i w pewnym sensie dopiero zaczyna. Jean szybko zaczyna żałować swojej decyzji i wpada w depresję. Juliette wprawdzie postanawia kupić bilet na pociąg zmierzający do kolejnego celu podróży „Atalanty”, ale ktoś kradnie jej torebkę i tym samym skazuje ją na szukanie schronienia i pracy.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Atalanta” (1934), wszelkie prawa należą do Gaumont Film Company.

Rozłąka małżeństwa skutkuje też dwiema najbardziej fascynującymi scenami filmu. Najpierw zrozpaczony mężczyzna przypomina sobie ludowe wierzenie, o którym opowiedziała mu wcześniej żona – twarz prawdziwej miłości można ponoć zobaczyć w wodzie. Podczas gdy stary Jules naprawia chyba jeszcze starszy gramofon (celem pocieszenia szefa muzyką), Jean w pośpiechu zanurza głowę w wiaderku. Kiedy nie przynosi to oczekiwanego skutku, skacze za burtę. Tutaj wchodzi do gry kunszt Vigo i Kaufmana w postaci zjawiskowych zdjęć podwodnych pływającego kapitana. Próbę odnalezienia jego miłości przeplatają nałożone na taśmę kadry z Juliette w sukni ślubnej. Jean „dostrzega” ją w wodzie i w ten sposób zyskuje całkowitą pewność swojego uczucia. Scena zdaje się znajdować na pograniczu jawy i snu, jest poetycka, romantyczna i niesamowicie ciepła jednocześnie. Warto w tym miejscu wyróżnić jeszcze fenomenalną ścieżkę dźwiękową okraszającą tę i wiele innych scen. Człowiek za nią odpowiedzialny to Maurice Jaubert, kompozytor dla między innymi Renoira, Duviviera czy Carné. To kolejna wspaniała kariera filmowa przerwana w tragicznych okolicznościach, Jaubert zmarł na wojnie w wieku 40 lat.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Atalanta” (1934), wszelkie prawa należą do Gaumont Film Company.

Po wyjściu z wody Jean postanawia odnaleźć małżonkę. On szuka jej, ona szuka jego – taki romantyczny banał, Vigo przekuł na jedną z najciekawszych scen erotycznych w historii kina. Poszukujący się wzajemnie bohaterowie są zmuszeni do spędzenia kolejnej nocy w osobnych łóżkach, oddaleni od siebie. Śniąc, Jean przesuwa delikatnie ręką po swojej klatce piersiowej. Za pomocą montażu równoległego widzimy delikatnie wybudzającą się Juliette, która wsuwa swoją dłoń pod koszulę nocną i gładzi się po piersi. Zmęczeni i stęsknieni za sobą kochankowie ruszają się we śnie niczym pogrążeni w gorączce. Wcześniejsza wizja kapitana znajduje swoje potwierdzenie – małżeństwo w końcu ulega synchronizacji uczuć. Są razem, choć osobno. Połączeni, choć rozdzieleni. Po ich ciałach przesuwają się cienie i dłonie. Całość jest surowa, bezwstydna i bezwzględnie magiczna. Pożądanie, tęsknota, zwierzęca niemal seksualność i przede wszystkim – miłość.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Atalanta” (1934), wszelkie prawa należą do Gaumont Film Company.

Tego typu opowiadanie obrazem wyprzedzało znacznie epokę Vigo. Peter Bradshaw, krytyk „The Guardian”, napisał: „Atalancie udaje się być bardziej nowoczesną, niż cokolwiek tworzonego współcześnie”[1]W pełni się z tym zgadzam. Vigo był prawdziwym wizjonerem i tym filmem zapoczątkował w kinie realizm poetycki, kierunek obierany przez reżyserów aż do wojny. Francuz wprowadził do kina ludzi, których sam obserwował w dzieciństwie – biednych, niezatrudnionych, zubożałych czy kryminalistów – i dał im taką samą szansę na miłość i nienawiść jaką mieli do tej pory przedstawiciele klas wyższych. Tym stylizowanym realizmem inspirowali się później włoscy neorealiści i francuscy nowofalowcy. W Atalancie zakochał się Truffaut, hołd oddał jej Bertolucci i Godard, a Jim Jarmusch wymienił ją w swoim top 10 ulubionych filmów. W rankingach wszech czasów „Sight & Sound” to dzieło pojawiała się wielokrotnie, znalazło się też w książce 1001 filmów, które musisz zobaczyć i jest jedną z nielicznych pozycji ze stuprocentowym wynikiem w agregatorze Rotten Tomatoes. Sam Vigo niestety tych wyróżnień nie doczekał. Zimno i wilgoć na planie Atalanty tylko pogarszały stan reżysera, który kilka lat wcześniej zaraził się gruźlicą. Chociaż sam się nigdy nie wycofał, w końcowych etapach produkcji był już przykuty do łóżka. W kwietniu 1934 roku odbyła się przedpremiera filmu, który spotkał się z bardzo negatywną krytyką. Producenci postanowili wykorzystać niezdolność Jeana do obrony swojego utworu. Znacznie skrócili Atalantę, zmienili jej tytuł na Le chaland qui passe (w moim nieprofesjonalnym przekładzie – Barka przepływa), dokładnie taki sam, jak wypuszczona rok wcześniej piosenka Lys Gauty, którą też zresztą umieścili w filmie. Wrześniowa premiera pokazała, że zabiegi producentów zdały się na nic – obraz po raz kolejny zebrał fatalne recenzje i stał się komercyjną porażką. Dopiero po wojnie Atalanta zaczęła być odkrywana na nowo. Do dziś zbiera wiele pozytywnych recenzji i co jakiś czas jest odnawiana przy wykorzystaniu nowych technologii i znajdowanych kopii filmu. Z całym przekonaniem uważam, że jest to absolutne arcydzieło kinematografii, utwór kultowy, przepiękny wizualnie i w swojej wymowie. Być może osoby, które dziś nie doceniają tego geniuszu, nie są w stanie dostrzec w wodzie prawdziwej miłości i zamiast tego widzą to, co 85 lat temu producenci i krytycy – nudną miłostkę z przepływającą barką w tle. Jean Vigo zmarł 5 października 1934 roku. U jego boku do końca była ukochana Elżbieta. Ostatnie tchnienie wydał podobno krótko po tym, jak uliczny artysta za oknem zaczął śpiewać Le chaland qui passe

Ikona oceny 5 z serduszkiem.

BIBLIOGRAFIA

Bradshaw P., L’Atalante – review, 2012, https://www.theguardian.com/film/2012/jan/19/l-atalante-review, 4.10.2019.

PRZYPISY

[1] P. Bradshaw, L’Atalante – review, 2012, https://www.theguardian.com/film/2012/jan/19/l-atalante-review, 4.10.2019.

Krótko o sobie - prowadzę bloga o audiowizualnej kulturze i rozrywce, studiuję filmoznawstwo i wiedzę o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s