Fragment kadru z filmu "Pełzająca śmierć" (2019).

RECENZJA FILMU „PEŁZAJĄCA ŚMIERĆ” (2019)

Nie ukrywam, że animal attack to jeden z moich ulubionych rodzajów horrorów. Nie ukrywam też, że byłem podekscytowany zbliżającą się premierą „Pełzającej śmierci” po obejrzeniu zwiastuna. Huragan, aligatory, ograniczone przestrzenie, lubiana przeze mnie aktorka, reżyser i producent znający realia gatunku – czy coś mogło pójść nie tak?

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Pełzająca śmierć” (2019), wszelkie prawa należą do Paramount Pictures, źródło: IMDb.

Kaya Scodelario gra Haley Keller, studentkę Uniwersytetu Florydy, która zdaje się aspirować do miana zawodowej pływaczki (ciekawostka – drużyna sportowa tego uniwersytetu nazywa się Florida Gators i wśród swoich wychowanków ma bardzo dużą ilość złotych medalistów olimpijskich). Jej siostra dzwoni do niej, bo oto do wybrzeża Florydy zbliża się huragan piątej kategorii. To jeden z największych grzechów fabularnych Pełzającej śmierci. W rzeczywistości ostatni tego typu huragan, Michael, uderzył we Florydę 10 października 2018 roku zostawiając ogromne zniszczenia. Miałem okazję śledzić towarzyszące tej tragedii wydarzenia w relacjach telewizyjnych amerykańskich stacji i nie daje mi spokoju jak lekceważąco podeszli do tej kwestii twórcy obrazu. Osoby znajdujące się na drodze Michaela były ewakuowane obowiązkowo. Niewątpliwie nie oznacza to, że nikomu się nie udało od tego uciec, ale uniwersytety były zamknięte dzień wcześniej, a sama ewakuacja zaczęła się na dwa dni przed uderzeniem. Ogromna ilość ludności w ogóle nie czekała na władze, tylko uciekała jak najdalej i jak najprędzej. Nie rozumiem zatem jak film próbuje przekonać widza, że w dniu uderzenia dziewczęta uczestniczą w zawodach, a główna bohaterka dopiero po telefonie siostry zaczyna zastanawiać się nad tym, czy mieszkający w pobliżu ojciec jest bezpieczny. Haley postanawia wyruszyć na poszukiwania ojca, który nie odbiera telefonów, oczywiście wbrew zaleceniom wszystkich dookoła. W jego mieszkaniu znajduje tylko psa (zapamiętajcie, w razie huraganu o ogromnej sile zniszczenia, zostawcie swoje zwierzaki na pewną śmierć) i rusza dalej, do starego domu rodzinnego, który podobno został sprzedany lata temu (logiczne, że najlepiej szukać zaginionych w miejscach, w których nie mają interesu się znajdować). Ojca – w tej roli nie byle kto, bo Barry Pepper znany między innymi z Szeregowca Ryana (1998), Zielonej Mili (1999), czy Prawdziwego męstwa (2010) – ostatecznie udaje się odnaleźć w piwnicy. Jest nieprzytomny, a do paska ma przytwierdzony zestaw małego budowlańca. Najwidoczniej domowe naprawy w piwnicy to najlepszy sposób na zabicie czasu w oczekiwaniu na niszczycielską siłę. Nasza protagonistka, próbując wyciągnąć ojca z piwnicy, cudem uchodzi z życiem swoim i rodzica, po spotkaniu z żądnym krwi aligatorem. Budowlaniec w końcu dochodzi do siebie i oboje muszą walczyć z powodzią i stadem olbrzymich gadów, podczas gdy widzowie zmuszeni są toczyć jeszcze bardziej wymagającą walkę z kiepskim scenariuszem.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Pełzająca śmierć” (2019), wszelkie prawa należą do Paramount Pictures, źródło: IMDb.

Mam nadzieję, że nie zostanę źle zrozumiany, horror – zwłaszcza taki z atakującymi zwierzętami czy potworami – to jak najbardziej miejsce na pewne ustępstwa. Nie mam nic przeciwko zwierzętom zniekształconym, zmutowanym czy unikatowym, tak długo jak coś uzasadnia ich istnienie. Reżyser, Alexandre Aja, w wywiadach przyznał jednak, że nie chciał opowiadać o radioaktywnych potworach z chęcią zemsty, tylko pokazać gady takimi, jakie są w rzeczywistości, więc… oparł swoje badania na filmikach znalezionych w internecie. Ojciec Haley też zapewnia swoją córkę, że doskonale zna zachowania aligatorów, podrzucając widzom, od czasu do czasu, jakąś ciekawostkę. Cóż, obu poleciłbym zmianę źródeł wiedzy o tych gadach. Gatunek, z którym mamy tu do czynienia, to aligator amerykański (Alligator mississippiensis), rzeczywiście tak popularny na Florydzie, że można go spotkać przy większości zbiorników wodnych. Zgadzają się również jego gigantyczne rozmiary, samce mogą osiągnąć nawet niecałe pięć metrów i ważyć prawie pół tony. Podczas huraganu zwierzęta zdecydowanie mają też prawo być bardziej rozdrażnione niż w innych warunkach. Ale czy rzeczywiście to tak agresywne, polujące na ludzi bestie? Zdecydowanie nie. Według danych Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody, w latach 2000-2007, na Florydzie odnotowano średnio niecałe jedenaście ataków aligatorów na ludzi w skali roku. Poniżej 6% z tych ataków okazało się śmiertelne, czyli delikatnie upraszczając, można przyjąć, że w całym stanie Floryda z powodu ataku aligatorów zginęło około pięciu osób w ciągu tych siedmiu lat. Nie zdradzając szczegółów napiszę tylko, że Pełzająca śmierć nic sobie z tych statystyk nie robi. Podobnie jak z innych faktów zresztą. Przykładowo nasza pływaczka jest w stanie uciekać w wodzie aligatorom. Medaliści olimpijscy osiągają maksymalną prędkość w wodzie wynoszącą około 6-8 km/h, a aligatory amerykańskie około 30 km/h. Sytuacji nie poprawia też fakt, że niskobudżetowe efekty komputerowe wyglądają mizernie. Oczywiście wielokrotnie w kinie udowadniano, że widz nie musi widzieć potwora, żeby się go bać, ale tutaj twórcy postanowili jednak całkiem sporo pokazać i skutek jest marny.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Pełzająca śmierć” (2019), wszelkie prawa należą do Paramount Pictures.

Skoro reżyser nie zna się na huraganach i drapieżnych gadach, to może chociaż zna się na ludziach? Śmiem twierdzić, że też nieszczególnie. W tle całej historii rozbrzmiewa smętny dramat rodzinny. Rodzice Haley się rozstali, ojciec od dziecka wmawiał jej, że jest stworzona do pływania, i że nie może się poddawać, bohaterka żyje z poczuciem winy i tak dalej. Te scenki z domowego życia przerywają co rusz akcję, dłużąc się niemiłosiernie. Oglądając je, przyszedł mi na myśl inny film o kobiecie walczącej z drapieżnikiem, 183 metry strachu (2016), ale tam, oprócz podobnej klasy motywów rodzinnych, przynajmniej mogliśmy przeżywać osamotnienie bohaterki. Tutaj mamy tylko usypiającą dyskusję córki z ojcem. Najlepszą recenzją tej części Pełzającej śmierci niech będzie fakt, że po około godzinie zaśmiałem się w kinie pod nosem, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że od jakiejś chwili kibicuję aligatorom.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Pełzająca śmierć” (2019), wszelkie prawa należą do Paramount Pictures, źródło: IMDb.

Scenariusz zatem nie broni się pod żadnym względem. Za tę mało ambitną lekturę odpowiedzialni są bracia, Michael i Shawn Rasmussen, którzy wcześniej sami wyreżyserowali dwa, nieprzyjęte zbyt ciepło, horrory. Za ich największe osiągnięcie uznałbym współpracę z Johnem Carpenterem przy Oddziale (2010), aczkolwiek to dzieło również spotkało się z negatywną krytyką. Podobnie niezachwycające jest CV reżysera, którego życiowym osiągnięciem była nominacja do Złotej Palmy w Cannes, za najlepszy film krótkometrażowy w 1997 roku. Od tego wydarzenia francuski twórca kręcił co najwyżej przeciętnie oceniane horrory jak Wzgórza mają oczy (2006), Pirania (2010) czy Rogi (2013). Warto wywołać do tablicy jeszcze dwa nazwiska, które z pewnością wyróżniają się na plakatach i w zapowiedziach filmu. Pierwsze z nich należy do producenta, Sama Raimiego. Nazwisko rzeczywiście dość znaczące, ale nie należy zapominać, że jako producent ten pan już nie jedno fiasko widzom zaserwował i tak jest również w tym przypadku. Poniekąd nie ma co się dziwić, dla niego najważniejsze jest żeby film zarabiał, a z tym akurat jest dość łatwo w przypadku niskobudżetowych horrorów. Czy może więc chociaż ostatnie nazwisko uratuje honor Pełzającej śmierci? Niezupełnie, ale wspomniana już wcześniej Kaya Scodelario naprawdę dała popis solidnej gry aktorskiej i przynajmniej jej nie mam nic do zarzucenia. Na plus zaliczyłbym jeszcze ukłony składane w stronę klasyków gatunku takich jak Szczęki (1975) czy Park Jurajski (1993), ale wiele więcej walorów tego obrazu niestety nie znalazłem.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Pełzająca śmierć” (2019), wszelkie prawa należą do Paramount Pictures, źródło: IMDb.

Pojawiające się recenzje filmu są raczej pozytywne. Krytycy chwalą go za solidną porcję rozrywki przy wiaderku prażonej kukurydzy, a widzowie są zachwyceni intensywnością przeżyć podczas seansu. Może jeśli ktoś ma mgliste pojęcie o huraganach i aligatorach, nie przeszkadza mu sztuczność efektów z komputera, nielogiczne wybory bohaterów, oraz nudne i oklepane dramaty rodzinne, to znajdzie w tym horrorze coś dla siebie. Osobiście wolę popłynąć pod prąd i napisać, że Pełzająca śmierć jest znośna, ale na pewno nie dobra i postarać się o niej zapomnieć, przynajmniej do czasu premiery, zdaje się, że nieuchronnego już sequela.

Ikona oceny 3.

Krótko o sobie - prowadzę bloga o audiowizualnej kulturze i rozrywce, studiuję filmoznawstwo i wiedzę o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s