Fragment kadru z filmu "Król Lew" (1994).

MYSZKA WYCHODZI Z SZAFY W BÓLACH, CZYLI FILMY DISNEYA A MOC PERFORMATYWNOŚCI W KSZTAŁTOWANIU STEREOTYPÓW

O Judith Butler pisałem już w eseju „Uwikłani w małżeństwo, czyli teoria Judith Butler a film »Żona« (2017)”. Badaczka jest prawdziwą ikoną gender studies. Za jej najważniejsze osiągnięcia uznałbym ukucie terminu „performatywność płci” oraz rozpoczęty z kilkoma innymi badaczkami dyskurs queer (queer theory). W niniejszym tekście chciałbym ponownie przyjrzeć się performatywności płci, jak również poruszyć wątek teorii odmienności – wszystko w kontekście, wydawałoby się całkiem niewinnych, filmów animowanych Disneya.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Król Lew” (1994), wszelkie prawa należą do Walt Disney Studios Motion Pictures.

W Krytycznie queer, Butler zauważa, że słowo „queer” nabrało nowej funkcji. Ta funkcja to zawstydzenie podmiotu, który nazywa, a jej moc pochodzi z wielokrotnego powtarzania słowa w tym właśnie znaczeniu. Tego rodzaju moc performatywną filozofka porównuje do „władzy” sędziego: „[…] sędzia, który uprawomacnia i tworzy sytuację, nazywając ją, niezmiennie cytuje prawo, które sam stosuje, i to właśnie władza cytatu daje performatywowi jego prawomocność lub moc sprawczą”[1]. Poprzez tego rodzaju „cytowanie”, które czerpie z utrwalonych konwencji, performatyw „działa”, czego przykładem są takie wypowiedzi kształtujące rzeczywistość, jak kapłańskie lub urzędnicze „Ogłaszam was mężem i żoną!”, czy określenie płci przy narodzinach – „To chłopiec!” lub „To dziewczynka!”. Zwłaszcza ten ostatni przykład zbliża nas do performatywności płci. Butler zgadza się z przekonaniem wielu kulturoznawców, że oprócz płci biologicznej wyróżnić możemy również płeć kulturową. Tę ostatnią kształtują właśnie performatywne wypowiedzi i powtarzanie ról często wpisujących się w stereotypy. Nieustanne powtarzanie takich aktów performatywnych tworzy z czasem tożsamość płciową i jej rolę w społeczeństwie. Niezależnie od tego, jaka rzeczywiście jest nasza tożsamość płciowa, „kodujemy” w sobie i innych zestawy cech na wzór heteroseksualnego i binarnego ideału podziału płci. Następnie każdy z nas zmuszony jest do próby odgrywania tych zakodowanych standardów, co bardzo często jest niemożliwe i kończy się wykluczeniem osoby, której to odgrywanie nie wychodzi lub takiej, która po prostu nie chce grać żadnej roli. To zjawisko możemy zaobserwować nawet w pozornie niegroźnych wypowiedziach, przykładowo mężczyzna niepotrafiący wymienić koła w samochodzie jest uznawany za niemęskiego („Co z ciebie za mężczyzna, skoro nie potrafisz tego zrobić?”). Medium jakim jest film, od wielu lat koduje w tworzonych przez siebie postaciach zestawy cech, które często nie są niczym więcej niż krzywdzącymi stereotypami. Jak „czytać” płeć zaczynamy się uczyć już we wczesnym dzieciństwie, a ponieważ „wychowujemy się” najczęściej na filmach animowanych, uważam, że trudno o lepszy przykład niż postacie z uniwersum Disneya.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Byczek Fernando” (1938), wszelkie prawa należą do RKO Pictures, źródło: IMDb.

Urodziłem się na początku tak zwanego „Renesansu Disneya”, czyli w okresie, w którym firma The Walt Disney Company powróciła zarówno do rentowności, jak i uznania w oczach krytyków. Filmy z tamtego okresu, a także starsze, bardzo często gościły w moim magnetowidzie, a wyjścia do kina na nowe filmy Disneya były ogromnym wydarzeniem. W chwili gdy publikuję ten tekst, The Walt Disney Company jest prawie stuletnią (i jedną z największych na świecie) firmą, a w kinach dopiero co wyświetlane były remaki Aladyna (1992) i Króla Lwa (1994). Jestem pewien, że to nie koniec czasów świetności Disneya, ale czy przez te wszystkie lata udało się temu gigantowi uniknąć cytowania stereotypów i kształtowania dzieci poprzez nieosiągalne wzorce? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie, posługując się przykładami z początków wytwórni Disneya, z czasów przypadających na moje dzieciństwo i z ostatnich kilku lat.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „O smoku, który nie chciał walczyć” (1941), wszelkie prawa należą do RKO Pictures, źródło: IMDb.

Pierwszym filmem, w którym można doszukiwać się „narracji queer” jest Byczek Fernando (1938), który otrzymał Oscara za najlepszy krótkometrażowy film animowany (a ściślej kreskówkę – cartoon). Jest to historia młodego byka, który nie wpisuje się w klasyczne wzorce byczej „męskości” – zamiast walczyć z innymi bykami i aspirować do wyjazdu na korridę, Fernando woli siedzieć spokojnie pod drzewem i wąchać kwiaty, trzepocąc długimi rzęsami. Co ciekawe, filmowi udało się uchronić przed kodeksem Haysa i byczek nie staje się ofiarą swojej odmienności, historia ma szczęśliwe zakończenie, a morał z niej wypływa taki, że można być innym. Analogicznie pozytywną postacią queerową jest tytułowy bohater krótkometrażowego filmu O smoku, który nie chciał walczyć (1941). Smok (jak i byk) w wielu kulturach łączony jest z siłą, nieustraszonością i potęgą. Tutaj również mamy do czynienia z postacią trzepocącą długimi rzęsami, a do tego obdarzoną piskliwym głosem, która poruszając się podskakuje radośnie lub „drobi” nogami, a także kocha poezję i taniec. Chłopiec, który odnajduje smoka, porównuje go z wizerunkiem niebezpiecznego potwora z książki i zauważa, że smok ma problem, bo jest „wrogiem ludzkiej rasy” w jej wyobrażeniach i przy ewentualnej konfrontacji jego prawdziwa tożsamość nie będzie miała znaczenia. Chłopiec w swoim rodzinnym miasteczku natrafia na gloryfikowanego przez wszystkich rycerza, któremu opowiada o smoku-poecie. Rycerz również nie wpisuje się w znane stereotypy – jest stary, fizycznie nieatrakcyjny, ubiera się w rajtuzy i czerwone spodenki, a także, podobnie jak smok, jest poetą. Ten wizerunek chłopiec również porównuje z książkowym. Ostatecznie jednak wszystko kończy się dobrze, zarówno dla rycerza, jak i dla smoka. Umawiają się na wspólne udawanie zaciętego pojedynku w jaskini, ku uciesze gawiedzi, podczas gdy w rzeczywistości popijają herbatę z różowego serwisu i tańczą razem walca. Wspólnie również pozorują śmierć smoka, a w epilogu dowiadujemy się, że udało się go „zreformować” i może żyć wspólnie z ludźmi w miasteczku, uznawany za jednego z nich. Oczywiście postać smoka składa się z jeszcze większej ilości stereotypów niż Fernando, ale to nie przypadek, że nazwałem ją postacią pozytywną – przed tym filmem postaci queerowe były ukazywane jako zabawne lub głupiutkie, natomiast po tym filmie kodeks Haysa dał się Disneyowi bardziej we znaki i wraz z kolejnymi filmami queer zaczynał się stawać synonimem zła.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Mała Syrenka” (1989), wszelkie prawa należą do Walt Disney Studios Motion Pictures, źródło: IMDb.

Przejdźmy zatem do ery Renesansu Disneya, podczas której niemal każdy szwarccharakter był queerowy. Pierwszym filmem tej dekady była Mała Syrenka (1989). Jego antagonistką jest wiedźma Urszula – ekstrawagancka, zawadiacka i otyła matrona. Twórcy filmu nie kryją, że rysując postać wzorowali się na chyba najsłynniejszej, kto wie czy nie do dziś, drag queen, Divine. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że Harris Glen Milstead, bo tak w rzeczywistości nazywał się Divine, sam podłożyłby głos pod Urszulę, gdyby nie zmarł przed premierą filmu. Warto dodać, że Urszula zazdrości Ariel, czyli tytułowej syrence, urody i niewinnego głosu, a pod koniec filmu ucieka się do czarów, żeby nabrać pewnego księcia co do swojego wyglądu. W ten sposób Mała Syrenka nie tylko cytuje dragowe i queerowe cechy oraz stereotypy w kontekście postaci antagonistycznej, ale wręcz wprost przekazuje, że nie można osiągnąć szczęścia, będąc sobą.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Piękna i Bestia” (1991), wszelkie prawa należą do Walt Disney Studios Motion Pictures, źródło: The Movie Database.

W Pięknej i Bestii (1991) antagonista Gaston jest próżny, narcystyczny, do bólu przystojny, wysportowany i silny. Ten przerysowany samiec alfa to prawdziwa karykatura męskości, która może w pierwszej chwili nie kojarzyć się z niczym queerowym, ale to kochanie samego siebie odczytywane bywa jako ukryte pragnienie homoseksualne. Gaston to pierwszy antagonista powołany do życia przez Andreasa Deję, urodzonego w Polsce animatora Disneya, który nie ukrywa, że jest homoseksualny. W 1992 roku Deja odpowiadał za stworzenie kolejnego antagonisty, Dżafara z filmu Aladyn. Noszący cień na powiekach, długą szatę i pelerynę elegant, nie lubiący brudzić sobie rąk – tak po krótce można go opisać. Kolejnym filmem Disneya był wspomniany już wcześniej Król Lew i po raz kolejny za animację antagonisty odpowiadał Deja. Skaza, bo takie imię nosi ten szwarccharakter, został obdarzony zniewieściałą gestykulacją, brakiem fizycznej siły i specyficzną manierą wypowiedzi. Jest kompletnym przeciwieństwem swojego brata, Mufasy, potężnie zbudowanego i obdarzonego bardzo niskim głosem.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Aladyn” (1992), wszelkie prawa należą do Walt Disney Studios Motion Pictures, źródło: The Movie Database.

Zarówno Gaston, Dżafar, jak i Skaza odwołują się swoim wyglądem i zachowaniem do powielanych przez Disneya stereotypów i sprawiają, że te zestawy cech kojarzą się negatywnie. Podobnie jest z noszącym warkoczyki z kokardkami, ubierającym się w rajtuzy i fioletowy kostium z peleryną oraz falbankami Ratcliffem z Pocahontas (1995). Razem ze swoim wybrednym mopsem i jeszcze mniej męskim od siebie służącym, Wigginsem, stanowią kompletne przeciwieństwo podróżujących z nimi marynarzy, na czele z księciem z tej bajki o nazwisku John Smith. Wszystkie te postacie stanowią hiperbolę queeru – postać jest zła nie tylko z powodu dokonywanych czynów, ale również dlatego, że nie wpisuje się w kulturowe normy płci.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Pocahontas” (1995), wszelkie prawa należą do Walt Disney Studios Motion Pictures, źródło: The Movie Database.

Ostatnie lata przyniosły nam wiele filmów Disneya, które osiągnęły spektakularny sukces kasowy i uznanie krytyków. Przyniosły też jedną spektakularną kompromitację w postaci Króla Karmela z Ralpha Demolki (2012). Ubrany w jaskrawy strój z wielkim kołnierzem i muchą, został obdarzony głosem ze specyficzną sepleniąca manierą i nader ekspresywną gestykulacją. Protagonista zauważa, że król mieszka w różowym pałacu i zwraca na to uwagę w taki sposób, jakby sam kolor różowy był uosobieniem zła. Karmel broni się – to kolor łososiowy, nie różowy. Niestety to nie koniec filmowych wpadek wytwórni Disneya, Ralph nazywa Karmela nelly wafer (mowa oczywiście o oryginalnej wersji językowej), co jest nawiązaniem do ciastek marki Nilla, ale samo nelly to slangowa obelga stosowana wobec homoseksualnego mężczyzny. Tak, w filmie animowanym Disneya, w XXI wieku, mamy do czynienia z homofobicznym protagonistą i całkowicie przerysowanym Karmelem, który pod koniec filmu wyrasta z antagonisty na superantagonistę z powodu odkrycia jego prawdziwej tożsamości.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Ralph Demolka” (2012), wszelkie prawa należą do Walt Disney Studios Motion Pictures, źródło: The Movie Database.

Remake Pięknej i Bestii (2017) wywołał spore kontrowersje i został zakazany w kilku miejscach na świecie (a w niektórych miał zmienioną kategorię wiekową albo treść). Powód został zapowiedziany przez Disneya przed premierą – na ekranie miała się pojawić po raz pierwszy w historii firmy postać otwarcie homoseksualna. Zabrzmiało „groźnie”, ale ostatecznie okazało się, że ta postać, LeFou, sidekick Gastona, w takcie filmu jedynie dyskretnie się w nim podkochuje, a w ostatniej scenie tańczy na balu z innym mężczyzną przez – uwaga – niecałe trzy sekundy. Oprócz środowisk konserwatywnych i homofobicznych oburzone były również środowiska LGBTQ+. Ta postać również została zbudowana w oparciu o stereotypy, a na dodatek zapowiedziana rewolucja w pokazywaniu na ekranie postaci homoseksualnych trwała raptem kilka sekund. Czy Disney w ten sposób zamierzał sprawdzić publiczność i jej reakcje na tego typu „postęp”? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale biorąc pod uwagę to, że od 1938 roku aż do dziś otrzymaliśmy całą masę zakodowanych w postaciach stereotypów, z czego większość to antagoniści utrwalający powiązanie queeru ze złem, można chyba stwierdzić, że Disney nigdy nie porzucił tego, co Judith Butler określa mianem „łańcucha obowiązujących konwencji”[2]. Poniekąd można to łatwo zrozumieć, wszak boimy się tego co nieznajome, dziwne, nietypowe, więc w procesie tworzenia postaci nie ma nic prostszego niż uosobienie queeru z antagonistą. Czy jednak powinniśmy akceptować coś, tylko dlatego, że tak jest łatwo? Tak jak termin queer wciąż jest kłopotliwy i środowisko LGBTQ+ nadal walczy o jego „uwolnienie”, tak samo my, widzowie, musimy walczyć o uczciwą reprezentację queeru w filmie. Biorąc pod uwagę to, jak wiele Disney znaczył i znaczy dla dzieci na całym świecie, uważam, że to odpowiedni podmiot, od którego taką walkę warto rozpocząć.

Fragment kadru z filmu
Fragment kadru z filmu „Król Lew” (1994), wszelkie prawa należą do Walt Disney Studios Motion Pictures.

BIBLIOGRAFIA

Butler J., Krytycznie queer, [w:] Teorie literatury XX wieku. Antologia, red. A. Burzyńska i M.P. Markowski, Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”, Kraków 2006, s. 530–550.

PRZYPISY

[1] J. Butler, Krytycznie queer, [w:] Teorie literatury XX wieku. Antologia, red. A. Burzyńska i M.P. Markowski, Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”, Kraków 2006, s. 533.

[2] Ibid.

Krótko o sobie - prowadzę bloga o audiowizualnej kulturze i rozrywce, studiuję filmoznawstwo i wiedzę o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s